2017-05-24
Czy Polska jest parkiem jurajskim ADR?

Podczas niedawnej konferencji International Institute for Conflict Prevention & Resolution, która odbyła się w Londynie, jeden z przedstawicieli firm prowadzących działalność na całym globie powiedział, że przedsiębiorcy niekorzystający z ADR to już dinozaury biznesu i wkrótce wyginą. Czy tak jest w rzeczywistości? Bo jeśli tak, to mogłoby oznaczać, że Polska jest parkiem jurajskim ADR.

Niedawno odbyłem ciekawą dyskusję na temat potrzeby korzystania z mediacji. Zdaje się bowiem, że to właśnie w mediacji nasz ustawodawca pokłada największe nadzieje na zmniejszenie liczby spraw, którymi zajmują się sądy powszechne. Kodeks postępowania cywilnego, w przepisach art. 1831 - 18315 reguluje zasady mediacji jako metody rozwiązywania sporów. Z resztą kpc zawiera również szereg przepisów mających stanowić zachętę, a niekiedy nawet przymus szukania przez strony pozasądowych sposobów na rozwiązanie sporu, niekoniecznie w drodze mediacji. Pojawiają się nawet pomysły na wprowadzenie przymusowego kierowania stron do mediacji.

Czym zatem jest mediacja?

Zacznijmy naukowo. Medicja, od mediatio, mediareto to z łaciny „być w środku”, „pośredniczyć”. Mediacja zatem to proces negocjacyjny z udziałem osoby trzeciej – mediatora. Rolą mediatora, jako osoby bezstronnej i niezależnej, jest kierowanie rozmową stron (negocjacjami) w sposób możliwie skutecznie przybliżający je do ugody. Mediator jest też, albo przynajmniej powinien być, buforem pomiędzy zwaśnionymi stronami. Jako osoba działająca bez emocjonalnego zaangażowania w spór może tonować sytuację, korzystając przy tym z dostępnych narzędzi.

Jest wiele teorii na temat aktywności mediatora w postępowaniu. Są zwolennicy jego biernej postawy, ograniczającej rolę mediatora wyłącznie do strukturyzowania rozmów, bez ingerowania w ich przebieg. Są też tacy, którzy twierdzą, że rola mediatora jest znacznie szersza. W tym ujęciu mediator może sugerować rozwiązania, tłumaczyć wzajemne stanowiska stron, sugerować ustępstwa.

Osobiście jestem zwolennikiem drugiej z przytoczonych formuł. W mojej ocenie, zważywszy na niezależność mediatora oraz brak jego zaangażowania emocjonalnego, ma on nie tylko narzędzia, ale tez naturalną pozycję do tego, by modelować przebieg postępowania i pomagać stronom znaleźć najlepsze dla nich rozwiązanie.

Obrazując rolę mediatora można porównać go do nawigacji samochodowej. Strony kłócą się, jak i dokąd jechać. Nawigacja podpowiada drogę, informuje o korkach, a nawet wskazuje niebezpieczeństwa, czy informuje o obowiązujących zasadach ruchu drogowego. Strony nie muszą słuchać nawigacji. Ale mogą.

Jaki powinien być zatem skuteczny mediator?

Dla zapewnienia mediującym stronom podstawowych gwarancji, mediator powinien być przede wszystkim bezstronny i niezależny. Bez tych dwóch cech nie zdobędzie on zaufania stron, a w rezultacie jego obecność w procesie rozwiązania sporu nie tylko nie będzie potrzebna, ale może zwyczajnie przeszkadzać.

Mediator powinien również być dobrym słuchaczem. Słuchać obie strony aktywnie, próbować zrozumieć, gdzie leży kość niezgody. Często zdarza się, że pozostające w sporze strony nie wiedzą, co w rzeczywistości jest jego przyczyną. Czasem też nie uświadamiają sobie, co w wyniku sporu chcą uzyskać, jaki jest ich cel. Rolą mediatora jest dotrzeć do takich informacji, pomóc sobie i stronom zrozumieć ich oczekiwania.

Mediator powinien też dobrze znać płaszczyznę sporu. W mediacjach gospodarczych płaszczyzną taką będzie rynek, na którym działają strony, w sporach cywilnych background sytuacyjny, a w rodzinnych – sytuacja rodzinna i osobista zwaśnionych stron. Tylko w ten sposób mediator może proaktywnie prowadzić mediację, sugerując właściwe rozwiązania, które nie spowodują wyłącznie zdenerwowania stron. Znając podłoże sporu, historię relacji, czy warunki rynkowe mediator może kreować propozycje rozwiązań i proponować je stronom. Jeśli zainteresowani się nie zgodzą – trudno. Jest jednak szansa, że przyjmą oferowane sugestie i zakończą spór ugodą.

Kiedy jest odpowiedni moment na mediacje?

Proces mediacyjny może rozpocząć się zarówno przed skierowaniem sprawy na drogę postępowania sądowego, jak i już po wniesieniu pozwu. Istotą mediacji jest bowiem osiągnięcie kompromisu i rozwiązanie sporu. Jedyną przesłanką, która musi wystąpić, jest zatem sam spór.

Wiele firm, konstruując klauzulę rozwiązywania sporów w stosowanych przez siebie umowach, wskazuje mediację jako etap przedsądowy (przedarbitrażowy), a czasem nawet uzależnia możliwość złożenia pozwu od przejścia przez proces mediacyjny. Taki mechanizm mobilizuje strony, by usiadły do stołu i podjęły próbę zakończenia sporu zanim poniesione zostaną koszty związane z inicjacją postępowania sądowego.

Z kolei metoda skierowania sprawy do mediacji, gdy spór już zawisł przed sądem, ma tę zaletę, że koncyliacyjny charakter mediacji, w przeciwieństwie do konfrontacyjnego charakteru rozprawy sądowej, sprzyja poszukiwaniu metody na ugodowe zakończenie sporu.

Często słyszę pytanie, czy jest sens tracić czas na mediację, gdy postępowanie sądowe jest już w toku? Mediacja nigdy nie jest stratą czasu, choć zważywszy na często odległe terminy podejmowania czynności procesowych, nieformalne „zawieszanie” postępowania sądowego w związku z prowadzonymi mediacjami nie wydaje mi się uzasadnione. Potrzebne są w tym zakresie zmiany w podejściu do prowadzenia postępowania sądowego przez sędziów albo ewentualne zmiany procedury cywilnej. Standardem powinno być efektywne wykorzystanie czasu pomiędzy złożeniem powództwa i odpowiedzi a pierwszą rozprawą. W tym czasie – a niekiedy jest to zdecydowanie dłużej niż kwartał – strony mogłyby podjąć próbę zawarcia ugody, zaś mediator, jako profesjonalista, mógłby im skutecznie w takim procesie pomóc.

Czy rzeczywiście potrzebujemy mediacji?

Spotkałem się ostatnio z tezą, że mediacje nie są potrzebne, że stanowią tylko niepotrzebne narzędzie, które nie będzie funkcjonowało, jeśli strony nie będą miały woli ugodowego zakończenia sporu. Fakt, mediacja to narzędzie. Z tym, że jego funkcja polega m.in. na przekonaniu stron o słuszności zakończenia sporu ugodą. Jakkolwiek wspomniana wola zawarcia porozumienia jest kluczowym elementem podejścia stron, często się zdarza, że przed mediacją woli tej w stronach nie ma, a pojawia się w trakcie procesu mediacyjnego. Jak wspomniałem wcześniej, koncyliacyjny charakter mediacji sprzyja odnajdywaniu drogi do ugody, czego nie można powiedzieć o atmosferze sali sądowej. 


Komentarze
Luki: A co to do cholery jest ADR? Przeczytałem tekst tylko po to, żeby się tego dowiedzieć, a tu kupa.
2017-05-24

Maciek Jóźwiak: ADR, czyli Alternative Dispute Resolution - alternatywne metody rozwiązywania sporów. Zachęcam do lektury pozostałych wpisów na blogu. Powinny przybliżyć temat.
2017-05-25

bartoszcze: Jako jedna z osób, które miały zdaje się wpływ na powstanie tego tekstu:) podejmę się próby komentarza obszerniejszego niż 140 znaków twittera (a zarazem krótszego niż własna notka). Nie jestem przeciwnikiem mediacji pojmowanej jako doprowadzenie do polubownego zakończenia sporu. Dewizą jednego z moich byłych szefów (w czasach kiedy o formalnej mediacji nikt nie słyszał, a modny był arbitraż) było "lepsza chuda ugoda niż tłusty sąd". Zdarzało mi się zawierać ugodę po mowach końcowych... Problemem jest istnienie przestrzeni do polubownego zakończenia sporu. Racjonalna strona rozważa ją zawsze, racjonalny pełnomocnik zawsze ją sugeruje. Nie w każdej sprawie ona jednak istnieje, gdyż są i sprawy zero-jedynkowe. Model "wymuszania" mediacji tego nie uwzględnia (a działa na korzyść tych, dla których czas jest jedynym argumentem). A przypadki instrumentalnego wykorzystywania instytucji mediatora też znam. Stąd też istotny sceptycyzm co do traktowania mediacji jako panaceum, dinozaury radzą sobie i bez niej:)
2017-05-24

Maciek Jóźwiak: Pełna zgoda. Mediacja nie jest panaceum, nie odpowiada na wszystkie bolączki rozwiązywania sporów. Niewątpliwie jest jednak narzędziem ułatwiającym dochodzenie do porozumienia. A co do "zmuszania"... Jeśli tylko nie będzie to hamowało innych metod rozwiązywania sporów, np. postępowania sądowego, czy arbitrażowego, to szczerze mówiąc nie widzę wad takiego rozwiązania.
2017-05-25




Dodaj komentarz
Nick/Pseudonim
E-mail (ukryty)
WWW
Treść
Subskrybuj

Powiadamiaj mnie o nowych komentarzach do tego artykułu
E-mail (ukryty)


Bądź na bieżąco

Możesz zaprenumerować ten blog. Wpisz adres e-mail, a powiadomienie o nowym wpisie dostaniesz na swoją skrzynkę. 


O serwisie

Piszemy o zaletach arbitrażu i przewagach ADR-ów nad postępowaniami sądowymi. Omawiamy podstawowe instytucje stosowane w arbitrażu, a nieznane postępowaniom sądowym. Wskazujemy potencjalne problemy w relacji arbitraż - sąd powszechny. Śledzimy i komentujemy bieżące aktywności legislacyjne dotyczące ADR-ów. Zachęcamy do korzystania z alternatywnych sposobów rozwiązywania sporów. Zapraszamy do dyskusji.

O autorach
Archiwum
2017
Tagi
Polecane strony

W tym miejscu gromadzimy linki do ważnych instytucji oraz innych ciekawych stron związanych z tematyką alternatywnych sposobów rozwiązywania sporów. Zobacz

Poznaj inne nasze serwisy

Blog IPwSieci.pl
Blog kodeksWpracy.pl
Blog PrawoMówni.pl
Blog PrzepisNaEnergetyke.pl

Ta strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz dla prawidłowego funkcjonowania strony. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo poprzez ustawienia przeglądarki lub wyrażenie zgody poniżej. Możliwe jest także wyłączenie cookies poprzez ustawienia przeglądarki, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej w naszej polityce prywatności.



Akceptuję